O autorze
Twórca i pomysłodawca firmy Architekci Umysłu. Autor bestsellera "Życie i 101 przyjaciół". Od prawie dekady zajmuje się szkoleniami z zakresu rozwoju osobistego. Dziś trener i mówca motywacyjny, prezes Fundacji Bezpieczny Brzuszek, a także Zasłużony Dawca Krwi oraz działacz w wielu organizacjach społecznych, przedsiębiorca i publicysta. Prywatnie tata pięknej Julii, która od dnia narodzin stała się jego inspiracją i nauczycielką życia. Architekci Umysłu dają mu możliwość mówienia do ludzi słowami wspaniałych ludzi, przekazywania wartości oraz nauki do zastosowania tu i teraz.

Dzieci stały się ciężarem

pixabay.com

Każdego roku przychodzi na świat mniej dzieci. Mniej dzieci, to mniej miłości wśród ludzi. Spadek dzietności w Polsce przez wielu upatrywany jest w złej polityce prorodzinnej prowadzonej przez polityków. Chętnie robią sobie z nimi zdjęcia i pokazują się w telewizji. Jednak patrząc na kierunek rozwiązania tego problemu wydaje się, że dzieci są jedynie ciężarem.



Nie można jednak całą winą za ten stan rzeczy obarczyć polityków. To też kwestia społeczna i wszystkich Polaków, którzy pozbawili się potrzeby posiadania pełnej rodziny. Dziecko w dzisiejszych czasach traktowane jest jako przeszkoda w drodze na szczyt kariery. Ciągła gonitwa za materialnością, komercjalizuje również miłość. Szybką i bezproblemową, w której nie ma czasu na prawdziwe uczucie, którego dowodem są narodziny dziecka. 





Trzeba to powiedzieć. Utrzymanie dziecka, to wydatek niemały. Jednak takie spojrzenie sprawia, że wielu ludzi wykształconych i zamożnych nie decyduje się na potomstwo. Ci, którzy podjęli się poczęcia swojego dziecka, po pierwszym rezygnują z drugiego. Z dumą stwierdzają, że swoje zrobili. Patrzą tym samym jedynie na swój komfort i wygodę zapominając, że każdy z nas powinien mieć kogoś obok. Kimś takim dla dziecka są nie tylko rodzice, ale również rodzeństwo. 



Obecne pokolenie obawia się brania na siebie odpowiedzialności za przyszłość dziecka zakładając, że nie zapewni im wystarczającej przyszłości. Bierze się to z przekonania, że dziecko musi mieć wszystko, co przynosi dzisiejszy świat, bo inaczej już na starcie będzie gorsze od innych. To prowadzi ludzi w złym kierunku, który przybiera obraz materialnego społeczeństwa. Skupia się ono na wartości finansowej, a nie emocjonalnej, która jest najważniejsza w tworzeniu przyszłości dziecka. Zapomina się dziś o miłości, tłumacząc swój brak odwagi, sprawami materialnymi. 



Młodzi ludzie doceniają swoje wolne życie i nie chcą go stracić na rzecz nieprzespanych nocy, wydawanych pieniędzy na akcesoria związane z wyprawką czy pielęgnacją dziecka. Wybierają przyjemności, które czekają na nich właśnie teraz, a na dziecko decydują się bardzo późno albo wcale. Słuchają rodziców, którzy opowiadają, jak to trudno dziś wychować dziecko. Narzekają na państwo i trudności finansowe, a także na czas, jaki tracą poświęcając się dbałości o dziecko. 



Brakuje w naszym kraju edukacji związanej z decyzją o stworzeniu rodziny, w której główną wartością jest dziecko. Trzeba uświadomić młodym ludziom, że dzieci to nie tylko koszt. To także wielka radość i miłość w czystej postaci, która umocni ich więzi rodzinne. Wszelkie wydatki można zredukować, korzystając z doświadczeń innych rodziców, którzy doskonale wiedzą, że wiele rzeczy kupuje się zupełnie nie potrzebnie. 



Przyglądając się rodzinom zauważa się, że najwięcej dzieci przychodzi na świat w rodzinach, które nie mają wcale najwięcej. Wśród nich jest przekonanie, że nie ma większej wartości niż rodzina, w której są dzieci. To one stały się dla nich siłą i wsparciem w latach starości. Tam wygrywa miłość i wzięcie pełnej odpowiedzialności. Poświęcają swoje przyjemności dla celu, który sprawił, że oni sami znaleźli się na tym świecie.



Ten niepokojący trend w rezultacie jest na rękę politykom. Ich decyzje przekładają się wprost na społeczeństwo, które przyjmuje je, jako usprawiedliwienie swojego postępowania. Często nawet nie mają świadomości istniejących ułatwień i udogodnień dla rodziców, bo powtarzają za niezadowolonym tłumem ludzi, że państwo nic nie robi. A co miałby zrobić, żeby to się zmieniło? Jeśli to zrobi, czy nie będziemy chcieli czegoś więcej? Gdzie jest kres zrzucania winy na innych i tłumaczenia samych siebie.



Dzieci nie mogą być ciężarem narodu. Nie powinny stawać się trudnością w budowaniu naszej przyszłości. Nawet, kiedy jest trudno, najważniejsza musi być miłość. Wzięcie odpowiedzialności i podjęcie wyzwania do jakiego przecież zostaliśmy powołani. To nasza powinność.
Trwa ładowanie komentarzy...