NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Skończyły się czasy wrogów gdzieś tam.

gra, szachy, pionki
gra, szachy, pionki google.pl
Kiedyś martwiłem się o ten kraj. Słuchałem tych, którzy stanowili dla mnie prawo i względne bezpieczeństwo. Miałem wiele nazwisk, które były dla mnie autorytetami. Byłem dumny z tego, że robie coś dla tego kraju. Byłem dumny, że jestem Polakiem.



Dziś nie czuję już dumny. Po prostu dziękuję za to, że mogłem urodzić się w tym zakątku świata. Dziś widzę, że czas zacząć mówić ludziom, żeby martwili się o siebie wzajemnie. Ten zakątek ziemi stał się walką miejscem, gdzie gasi się zapalone kiedyś dobro. Tylko dlatego, że ktoś nauczył ludzi odczuwać strach. Tylko przed czym i przed kim?

Polak przed Polakiem. Skończyły się czasy wrogów gdzieś tam. Dziś nastały czasy wrogów ulicę obok, na tym samym piętrze lub biurko w biurko. Jedni przeciw drugim, aby tylko udowodnić „nic”. Strach i lęk. To tym kierują nas przeciw sobie, a w rzeczywistości wobec niczego. Doskonale wiedzą, że te dwie emocje skutecznie zniszczą to, co w wielu najpiękniejsze. Miłość. Paniczny strach i obawa niszczą rodziny, które nie potrafią rozmawiać przy jednym stole. A jak już rozmawiają, to wynika z tego jedynie smutek i gorzki żal, a nawet bunt przeciw swemu bratu. A to przecież katolicki kraj, który doskonale zna przykazania. A jednak one schodzą już na dalszy plan, bo w tą katolickość wkroczyła władza, a nie poszanowanie człowieczeństwa.

Dziś widzę, jak strach zniszczył wszystko co w ludziach najpiękniejsze. Jednocześnie dał im się wciągnąć w grę, której kompletnie nie rozumieją. Uznali, że zwyciężyć agresję trzeba siłą, a przecież ona rodzi kolejną agresję. Przyszło żyć nam na ziemi, którą depczemy sami swoją nienawiścią i słabościami. I nie ma tu już podziału na oni i tamci, bo w tej dziwnej grze grają obywatele tego samego kraju i tej samej ziemi. A gdy faktycznie mają głos nie korzystają z niego, aby dać sobie szansę na ocenę sytuacji, gdy ona tego wymaga. Stoją biernie uznając, że nie mają znaczenia. Do czasu, aż wydaje się być już za późno. W dobrej wierze, ale bez rozwagi brną w nienawiść i krzyk, a to niczego nie zmieni.

Nadeszły czasy, gdzie jedynym ratunkiem stać się może zjednoczenie społeczeństwa. Wyjście z gry i rozpoczęcie swojej własnej, która pozbawiona lęku umocni wiarę w to, że wszyscy stanowimy moc, której nikt żądny strachu i lęku nie odbierze nam wolności. A wynika ona z prawa narodzin, o którą tak każdy walczy. Najtrudniejsze jest to, że nikt nie dostrzega tego, że dzieje się to pod ukrytym płaszczem miłości. A być może w wywołanym chaosie już nie potrafimy rozpoznać kto jest właściwy, a kto nie. Zbyt mocno zaufaliśmy tym, którym oddaliśmy odpowiedzialność. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie naszym światopoglądem kierują plastikowe pudełka z komentarzami pełnymi braku miłości, ale nasyconymi gniewem, nienawiścią i nietolerancją.
Naród, który potrafił się jednoczyć nie jeden raz stał się zagrożeniem dla elit. Dziś wybrali strategię, która podzieliła serca i postawiła je przeciw sobie. I obawiam się, że tą grę wygrają. Jedni albo drudzy i nie będzie to dobra droga.

Dziś nadszedł czas, aby zacząć tworzyć zupełnie nową grę. Grę napisaną przez społeczeństwo, które stanie się trzecią drogą. Tylko czy ktokolwiek dostrzeże to światło? Jak obudzić w ludziach miłość wobec siebie, gdzie pozbawieni strachu i lęku ludzie mają w rękach wartość, której nie przeciwstawią się żądni władzy.

Nie wiem dlaczego każe się ludziom uczestniczyć w czymś, gdzieś tam, o coś czego w ogóle nie rozumieją. Nie rozumieją swojego życia, które jest dla nich skomplikowane jeszcze bardziej niż medialny szum. Jednak mają nadzieję, że uczestniczenie w tej niby grze odmieni ich los. Los odmienia się od swojego domu i od siebie. A ja mam wątpliwość czy jesteśmy do tego zdolni. Czuję obawę o to, co ludzie chcą zrobić sobie wzajemnie.
Trwa ładowanie komentarzy...